Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie

Opis usługi Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie

Z dniem 1 listopada 1990 roku został utworzony Wojewódzki Szpital nr 2 w Lublinie. Decyzją Wojewody Lubelskiego z dnia 8 marca 1993 roku Wojewódzki Szpital nr 2 w Lublinie został wpisany do rejestru zakładów opieki zdrowotnej jako publiczny zakład opieki zdrowotnej. W kwietniu 1996 roku przekształcono Wojewódzki Szpital nr 2 w Lublinie w Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie. Zarządzeniem Wojewody Lubelskiego z dnia 26 sierpnia 1998 roku przekształcono Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie w Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Lublinie. Na terenie szpitala działa 19 oddziałów, w tym Oddział Ginekologii i Położnictwa z Izbą Przyjęć. Oprócz tego szpital ma Blok Operacyjny. Świadczenia medyczne są prowadzone również w 38 poradniach specjalistycznych.

Oddział Ginekologii i Położnictwa z Izbą Przyjęć Szpitala im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego świadczy opiekę położniczą mieszkankom nie tylko Lublina, ale również pacjentkom okolicznych miejscowości i miasteczek województwa lubelskiego. Kobiety ciężarne i rodzące mogą liczyć tutaj na troskliwą pomoc i wsparcie. Oddziały Ginekologii i Położnictwa mieszczą się w bloku E szpitala. Oddział dzieli się na: Ginekologię Septyczną (niski parter), Patologię Ciąży (wysoki parter), Trakt Porodowy (I piętro), Położnictwo (II piętro) i Ginekologię Operacyjną (III piętro). Przy szpitalu w Wojewódzkiej Przychodni Specjalistycznej działa m.in. Poradnia Ginekologiczno-Położnicza, Poradnia Patologii Ciąży oraz Poradnia Neonatologiczna – dla wymagających kontroli po porodzie noworodków i niemowląt. W szpitalu nie działa Szkoła Rodzenia, ale jedna z położnych szpitala prowadzi swoją Szkołę Rodzenia przy ul. Żulińskiego 8 w Lublinie. Oddział Neonatologii, Patologii Noworodka i Intensywnej Terapii ma imię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W 2010 roku oddział odwiedził Jurek Owsiak ze swoją żoną i ofiarował specjalistyczny sprzęt medyczny. Oddział Neonatologii, Patologii Noworodka i Intensywnej Terapii ma 38 miejsc i posiada III stopień referencji, co oznacza najwyższe standardy usług medycznych w zakresie opieki perinatalnej. Trafiają tu najbardziej chore noworodki, najsłabsze wcześniaki. To m.in. dzięki specjalistycznej aparaturze można ratować im życie. Do tej pory Fundacja Jurka Owsiaka podarowała oddziałowi: dwa inkubatory zamknięte i jeden otwarty, kardiomonitor, trzy aparaty Infant-Flow do wspomagania oddechu oraz aparat do badań przesiewowych słuchu u noworodków.

Rzeczy potrzebne do porodu
- dokumenty: dowód osobisty, aktualne wyniki badań (grupa krwi, karta przebiegu ciąży, WR, Hbs, wyniki badań bakteriologicznych), karty informacyjne z pobytu w szpitalach,
- dla dziecka: pampersy, oliwka, pieluszki tetrowe, ubranka, chusteczki do pupy, maść lub krem pod pieluchę, kocyk lub rożek,
- dla mamy: trzy koszule rozpinane z przodu (jedna do porodu – może być gorsza), szlafrok, biustonosze do karmienia, klapki pod prysznic, skarpetki, figi jednorazowe z siateczki, podkłady ginekologiczne na łóżko (do kupienia w aptekach), podpaski duże, woda do picia, sztućce, kubek, ręczniki, środki do higieny, termometr, papier toaletowy.

WARUNKI NA SALI PORODOWEJ
- ogólna obszerna sala porodowa przedzielona czterema parawanami,
- możliwość towarzyszenia pacjentce podczas porodu przez bliską osobę, np. męża,
- dodatkowe wyposażenie sal porodowych stanowiące alternatywę do leżenia na łóżku: piłki porodowe, wanna, prysznic, drabinki,
- naturalne metody łagodzenia bólu porodowego: masaż odcinka krzyżowo-lędźwiowego, immersja wodna (możliwość skorzystania z wanny lub prysznica w celach relaksacyjnych w I okresie porodu w przypadku braku przeciwwskazań), chodzenie, kucanie, kręcenie biodrami, wykonywanie ćwiczeń pod okiem położnej, techniki oddechowe.

WARUNKI NA SALI POŁOŻNICZEJ
- trzy sale trzyosobowe, każda sala ma swoje WC i jedną łazienkę na dwie sale trzyosobowe (wejścia do łazienki z każdej z sal),
- pięć sal dwuosobowych z łazienką wspólną dostępną na korytarzu,
- sale położnicze w systemie rooming-in, tzn. zdrowy noworodek przebywa na wspólnej sali z matką,
- istnieje możliwość oddania dziecka do położnych, gdy kobieta jest mocno zmęczona po porodzie i chce się przespać.

ZNIECZULENIE
- znieczulenie podpajęczynówkowe, zewnątrzoponowe lub ogólne (w nagłych przypadkach) do cięcia cesarskiego.

DOSTĘPNE RODZAJE PORODU
- poród fizjologiczny, siłami natury, w pozycji dogodnej dla rodzącej – bezpłatnie,
- poród w immersji wodnej (możliwość skorzystania z wanny lub prysznica) – bezpłatnie,
- poród zabiegowy (z użyciem kleszczy, próżnociągu w koniecznych sytuacjach) – bezpłatnie,
- poród w towarzystwie bliskiej osoby (zalecane ukończenie Szkoły Rodzenia) – bezpłatnie,
- cesarskie cięcie ze wskazań lekarskich – bezpłatnie.

INNE
- nacięcie krocza stosowane w sytuacji tego wymagającej, uzasadnionej medycznie, np. w zagrażającym pęknięciu krocza,
- lewatywa (lub czopki na wypróżnienie) i golenie krocza po poinformowaniu pacjentki, za jej zgodą lub na życzenie.

POBYT W SZPITALU PO PORODZIE
Po porodzie fizjologicznym, jeśli wszystko jest dobrze z noworodkiem i matką, dziecko jest kładzione na ciele matki. W takim bezpośrednim kontakcie mama z dzieckiem pozostają w zależności od samopoczucia kobiety po porodzie i aktualnej sytuacji z dzieckiem. W czasie III-go etapu porodu (rodzenie łożyska) maluszek jest z mamą. Na czas szycia i zabiegów medycznych poporodowych nad matką dziecko jest badane, mierzone, ważone, oglądane przez neonatologa i pediatrę. Po porodzie położne same czasem proponują, by tata dziecka (jeśli jest obecny na sali) zapiął na rączki noworodka plastikowe obrączki. Na sali porodowej dochodzi do pierwszego przystawienia noworodka do piersi. Po cesarskim cięciu kontakt bezpośredni matka-dziecko jest również zapewniony, ale ze względu na specyfikę operacji cięcia cesarskiego może ulec skróceniu lub odroczeniu w czasie. Kobiety po cesarskim cięciu są na obserwacji na sali pooperacyjnej. Gdy wszystko jest dobrze z mamą i dzieckiem po porodzie siłami natury, są oni przekazywani na Oddział Położniczy. Położne myją bobasy co dwa dni w szpitalnych kosmetykach. Przewijaniem dzieci zajmują się mamy. Gdy po porodzie z dzieckiem są jakieś problemy zdrowotne (dziecko urodzone przedwcześnie, noworodek z zaburzeniami oddychania, z silną żółtaczką itp.), jest ono natychmiast oddawane pod opiekę Oddziału Neonatologii z Patologią Noworodka i Intensywną Terapią, gdzie ma zapewnioną specjalistyczną pomoc.

Doradca laktacyjny:
Doradztwem laktacyjnym w szpitalu zajmują się położne i pielęgniarki noworodkowe. Pomagają mamom w pierwszych próbach przystawiania dziecka do piersi. Udzielają wskazówek, jak karmić, jak radzić sobie w różnych problemach z karmieniem naturalnym (obrzęk piersi, nawały mleczne, bolesne brodawki itp.). Można się do nich zgłosić z każdym problemem dotyczącym karmienia piersią. W uzasadnionych przypadkach noworodki są dokarmiane.

Psycholog:
W razie poważnych problemów natury psychicznej kobiety po porodzie są konsultowane ze specjalistą na oddziale (po zgłoszeniu przez siebie problemu u położnej lub po zaobserwowaniu niepokojących objawów ze strony pacjentki przez personel medyczny).

Przybliżony czas pobytu:
- po porodzie fizjologicznym bez komplikacji – 3 doby,
- po cesarskim cięciu – 4 doby lub dłużej (zależy od stanu pacjentki).

Odwiedziny:
Szpital nie ogranicza kobietom prawa do kontaktów z bliskimi.

Wyżywienie:
Wyżywienie zapewnia kuchnia szpitalna. Wydawane są do sal pacjentek standardowo trzy posiłki dziennie: śniadanie, obiad i kolacja – o ustalonych porach. W jadłospisie uwzględniane są zalecenia dietetyka wobec pacjentów. Do szpitala należy zabrać ze sobą własne sztućce i kubek na picie. Na oddziale znajduje się również osobna kuchenka do dyspozycji pacjentek, w której można zrobić sobie, np. herbatę. Na terenie szpitala funkcjonują sklepiki wielobranżowe i kioski, w których można kupić artykuły spożywcze.

WAŻNE TELEFONY
- Centrala telefoniczna – (81) 537 42 01 lub (81) 537 43 00
- Sekretariat dyrekcji szpitala – (81) 537 42 29
- Ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa – (81) 537 81 66 lub (81) 537 43 30
- Ginekologia Septyczna (dyżurka położnych) – (81) 537 43 20
- Ginekologia Septyczna (sala operacyjna) – (81) 537 43 22
- Patologia Ciąży (Izba Przyjęć) – (81) 537 43 26
- Patologia Ciąży (sekretariat) – (81) 537 43 31
- Patologia Ciąży (gabinet lekarski) – (81) 537 43 25
- Patologia Ciąży (dyżurka położnych) – (81) 537 43 34
- Trakt Porodowy (dyżurka położnych) – (81) 537 43 37
- Trakt Porodowy (sala wcześniaków) – (81) 537 43 40
- Położnictwo (położna oddziałowa) – (81) 537 43 45
- Położnictwo (dyżurka pielęgniarek) – (81) 537 43 42
- Położnictwo (gabinety lekarskie) – (81) 537 43 54 lub (81) 537 43 47
- Położnictwo (noworodki) – (81) 537 43 44
- Ginekologia Operacyjna (położna oddziałowa) – (81) 537 43 52
- Ginekologia Operacyjna (gabinet lekarski) – (81) 537 43 49
- Ginekologia Operacyjna (dyżurka pielęgniarek) – (81) 537 43 43
- Rejestracja Przychodni Specjalistycznej – (81) 537 41 71
- Poradnia Ginekologiczna – (81) 537 42 61 lub (81) 537 42 81

Położenie na mapie Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie

Opinie o usłudze Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie

5 gwiazdek
1 głos
4 gwiazdki
1 głos
3 gwiazdki
1 głos
2 gwiazdki
1 głos
1 gwiazdka
5 głosów

Średnia ocen:

2/5
Napisz swoją opinię
Pomóż innym podjąć właściwą decyzję
~ninak25
1/5

Rodziłam w tym szpitalu na początku 2012 roku poprzez cesarskie cięcie co do sali operacyjnej i samego zabiegu nie mam żadnych zażaleń natomiast koszmar zaczął się po przewiezieniu mnie na salę poporodową czyli słynne" -1" podobno na minus dwa jest lepiej.Opieka żadna !!!syf walące się łóżka z wielkim rowem po środku "idealne" po cesarce...brud w łazience i toalecie(mycie podłóg raz na 3 dni czarnym mopem!) ,brak dzwonków przy łóżkach często nie działające oświetlenie nocne na sali co zmuszało do spania przy pełnym świetle jarzeniowym z noworodkiem.Jedzenie wstrętne z kateringu nie dobrane dla kobiet w połogu w zamykanych tackach które same ważą ze 4 kg!!!-oczywiście jedzenie na czas jak nie to twoja strata ale to wszystko nic! najgorsze jest położnych znieczulica i kompletny brak zainteresowania .Teksty typu" a ta krowa to dziecka nie umie nakarmić" albo "krowie się nie chce dzieckiem zająć "za plecami pacjentek zwijających się z bólu bądź zwyczajnie nie umiejących zając się dzieckiem .Leżałam zaraz po przewiezieniu w kałuży krwi i skrzepów na łóżku nie mogłam się jeszcze ruszyć bo nóg po znieczuleniu nie czułam a na prośbę o pomoc usłyszałam że mi się podkładów zmieniać nie chce(-wyłam z bólu dostałam tylko jedna kroplówkę przeciwbólową a potem propozycja tabletki "jak już bardzo boli"TABLETKI!!!????)po godzinie przyszła salowa zmienić mi pościel i była bardzo zbulwersowana że taki kiepski" mostek" robię bo jej miejsca mało na wymianę... Położne nie interesują się tym czy matka umie przystawić dziecko do piersi jedynie jak płacze już z głodu do dokarmiają glukozą żeby "nie ryczało". Mogą przez godziny nie zajrzeć na salę nawet jeśli słyszą notoryczny płacz dziecka,nie ma mowy o odciążeniu matki i opiece nad dzieckiem.Jak tylko zostałam "spionizowana "po 12h przewijanie ,noszenie i cała reszta spoczęła na mnie( wcześniej na moim mężu-bo gdyby nie on to dziecko leżało by i czekało na cud!!!!W godzinach wieczornych i nocnych nie widać ani lekarza ani położnych trzeba mieć nadzieje że nic się nie stanie....panie wyraźnie czekają na dodatkową "motywacje" na całym oddziale nie ma jednego czajnika tzn jest ale jest chowany przed pacjentkami bo korzysta z niego personel..i słynne chłodne okłady na ranę po cięciu ...szpital nie stać na kilka żelowych okładów ,posiadają stare wkłady do lodówek turystycznych które kompletnie się do tego nie nadają,położne nie posiadają laktatora czy nakładek co więcej nie wiele wiedzą na ten temat!!!!!szpital nie oferuje nic poza tą nędzą którą widać .Wszystko ale to wszystko trzeba zabrać z domu. Do tego dochodzi mierna opieka pediatrów i lekarza dyżurnego.Zdarza się pomylić wyniki badań dzieci lub zapomnieć zlecić badania dla danego dziecka,zdarza się że przy wypisie matka może dostać pakiet wyników badań których nigdy nie miała wykonywanych (ale to już norma)Mogłabym to opisywać w całym referacie ale szkoda moich nerwów dodam jedynie że przez cały mój pobyt tylko jedna młoda położna choć nie była wyjątkowo wylewna to przynajmniej przejmowała się i nie robiła łaski z pomocy....dodam tylko ,że to nie był mój pierwszy pobyt w szpitalu i pierwsza operacja (pierwszy w tym szpitalu) natomiast nigdzie nie spotkałam się z czymś podobnym!!!!!!!RZEŹNIA!!!!!!

~
1/5

Rodziłam w tym szpitalu na początku 2012 roku poprzez cesarskie cięcie co do sali operacyjnej i samego zabiegu nie mam żadnych zażaleń natomiast koszmar zaczął się po przewiezieniu mnie na salę poporodową czyli słynne" -1" podobno na minus dwa jest lepiej.Opieka żadna !!!syf walące się łóżka z wielkim rowem po środku "idealne" po cesarce...brud w łazience i toalecie(mycie podłóg raz na 3 dni czarnym mopem!) ,brak dzwonków przy łóżkach często nie działające oświetlenie nocne na sali co zmuszało do spania przy pełnym świetle jarzeniowym z noworodkiem.Jedzenie wstrętne z kateringu nie dobrane dla kobiet w połogu w zamykanych tackach które same ważą ze 4 kg!!!-oczywiście jedzenie na czas jak nie to twoja strata ale to wszystko nic! najgorsze jest położnych znieczulica i kompletny brak zainteresowania .Teksty typu" a ta krowa to dziecka nie umie nakarmić" albo "krowie się nie chce dzieckiem zająć "za plecami pacjentek zwijających się z bólu bądź zwyczajnie nie umiejących zając się dzieckiem .Leżałam zaraz po przewiezieniu w kałuży krwi i skrzepów na łóżku nie mogłam się jeszcze ruszyć bo nóg po znieczuleniu nie czułam a na prośbę o pomoc usłyszałam że mi się podkładów zmieniać nie chce(-wyłam z bólu dostałam tylko jedna kroplówkę przeciwbólową a potem propozycja tabletki "jak już bardzo boli"TABLETKI!!!????)po godzinie przyszła salowa zmienić mi pościel i była bardzo zbulwersowana że taki kiepski" mostek" robię bo jej miejsca mało na wymianę... Położne nie interesują się tym czy matka umie przystawić dziecko do piersi jedynie jak płacze już z głodu do dokarmiają glukozą żeby "nie ryczało". Mogą przez godziny nie zajrzeć na salę nawet jeśli słyszą notoryczny płacz dziecka,nie ma mowy o odciążeniu matki i opiece nad dzieckiem.Jak tylko zostałam "spionizowana "po 12h przewijanie ,noszenie i cała reszta spoczęła na mnie( wcześniej na moim mężu-bo gdyby nie on to dziecko leżało by i czekało na cud!!!!W godzinach wieczornych i nocnych nie widać ani lekarza ani położnych trzeba mieć nadzieje że nic się nie stanie....panie wyraźnie czekają na dodatkową "motywacje" na całym oddziale nie ma jednego czajnika tzn jest ale jest chowany przed pacjentkami bo korzysta z niego personel..i słynne chłodne okłady na ranę po cięciu ...szpital nie stać na kilka żelowych okładów ,posiadają stare wkłady do lodówek turystycznych które kompletnie się do tego nie nadają,położne nie posiadają laktatora czy nakładek co więcej nie wiele wiedzą na ten temat!!!!!szpital nie oferuje nic poza tą nędzą którą widać .Wszystko ale to wszystko trzeba zabrać z domu. Do tego dochodzi mierna opieka pediatrów i lekarza dyżurnego.Zdarza się pomylić wyniki badań dzieci lub zapomnieć zlecić badania dla danego dziecka,zdarza się że przy wypisie matka może dostać pakiet wyników badań których nigdy nie miała wykonywanych (ale to już norma)Mogłabym to opisywać w całym referacie ale szkoda moich nerwów dodam jedynie że przez cały mój pobyt tylko jedna młoda położna choć nie była wyjątkowo wylewna to przynajmniej przejmowała się i nie robiła łaski z pomocy....dodam tylko ,że to nie był mój pierwszy pobyt w szpitalu i pierwsza operacja (pierwszy w tym szpitalu) natomiast nigdzie nie spotkałam się z czymś podobnym!!!!!!!RZEŹNIA!!!!!!

~Nina
1/5

Nie wiem jakim sposobem szpital ten zdobył opinię "Szpital przyjazny mamie" bo jak dla mnie to jest to jak najbardziej szpital nieprzyjazny ani mamie ani dziecku. Nie będę opisywała tu swojej historii bo jest długa i zawiła i nie mam zdrowia jej od nowa przeżywać. Dodam tylko, że co jakiś czas spotykam jakąś mamę, która opowiada horror o swoim porodzie i pobycie na oddziale położniczym i jeszcze nigdy nie spudłowałam-zawsze są to kraśnickie.

~Nina
1/5

Nie wiem jakim sposobem szpital ten zdobył opinię "Szpital przyjazny mamie" bo jak dla mnie to jest to jak najbardziej szpital nieprzyjazny ani mamie ani dziecku. Nie będę opisywała tu swojej historii bo jest długa i zawiła i nie mam zdrowia jej od nowa przeżywać. Dodam tylko, że co jakiś czas spotykam jakąś mamę, która opowiada horror o swoim porodzie i pobycie na oddziale położniczym i jeszcze nigdy nie spudłowałam-zawsze są to kraśnickie.

~Lawenda
3/5

W szpitalu na Kraśnickich nie tylko przyjmują porody, o czym rzeczywiście nie słyszałam zbyt dużo dobrego. Kilka miesięcy temu moja córeczka spadła z łózka i uderzyła się w głowę. Rozcięła sobie czoło i natychmiast pojechaliśmy do Izby Przyjęć w tym szpitalu. Niestety nikt nie wziął pod uwagę, że przywieźliśmy krwawiące dziecko, bo przecież była kolejka!! Ważniejsza była pani z bólem brzucha, bo przyszła przed nami, pan ze skręconą kostką i kilka innych osób, a ja musiałam patrzeć, jak moje dziecko płacze i nie może sę uspokoić. Dopiero po kilkunastu minutach pielęgniarka na szybkiego opatrzyła ranę prowizorycznie, aby dalej czekać na swoją kolej. To było straszne. W sumie czekaliśmy kilka godzin, aby lekarz się zajął dzieckiem!! Niedopuszczalne. Co prawda jak juz się zajął, zrobił to porządnie, dlatego nie daję słabszej oceny...

~malinka-ac
4/5

A ja oceniam ten szpital całkiem dobrze. Raz byłam tam na SOR i dwa razy rodziłam. SOR, jak to w polskim szpitalu - kolejka, czekanie i i generalnie wszystko zależy od tego jaki lekarz ci się trafi. Nie było w mojej tam wizycie ani nic na extra plus ani jakichś mega minusów - oczywiście jak na polski SOR. Co do porodów to byłam bardzo zadowolona- taką porodówkę mogę be cienia wątpliwości polecić - położne bardzo miłe, pomocne, przyjazne. Żadnych "miłych" uwag, żadnych krzyków czy zniecierpliwienia. Zresztą obłożenie na tej porodówce jest dość znaczne, mimo takich koszmarnych opinii krążących po internecie, więc chyba aż tak źle nie ma. Podczas obu moich pobytów raz zdarzyło mi się trafić na panią, której nic nie pasowało, ani opieka, ani wyposażenie, ani podejście położnych - słuchając ją jakbym czytała tą pierwszą opinię. Generalnie kobiety były tam zadowolone i z pomocy medycznej podczas porodu i z opieki poporodowej. Leżałam też na patologii ciąży i tam też nikt nie narzekał, choć warunki lokalowe poniżej poziomu wszelakiego i odziały porodowy i noworodkowy w porównaniu z patologią to hotel ***. Co do personelu to na prawdę nie mam żadnych zastrzeżeń - pomocny oddany i niesamowicie zapracowany. Na minus w sumie tylko jedna pani neonatolog- choć kol z sali akurat z niej była najbardziej zadowolona- nie umiałam żadnej konkretnej informacji o stanie zdrowia moich dzieci wydobyć (bliźniaki i wcześniaki) mówiła do mnie ogólniki tonem jak do jakiejś małoletniej siksy, a jak byłam natarczywa i się dopytywałam, to już mówiła do mnie te same ogólniki dużymi literami, żebym się jeszcze bardziej poniżej jej poziomu mogła poczuć..Później po wszelkie informacje chodziłam prosto do szefowej oddziału - pani możne niezbyt wylewna, ale bardzo rzetelna, konkretna i pomocna . Okazała mi sporo serca, i wsparcia. Jeszcze jedna pani z wcześniaków nie zrobiła ma mnie dobrego wrażenia - jak na taką pracę była bardzo oschła i zimna w stosunku do tych kruszynek, którymi się zajmowała. W porównaniu do pozostałych pracujących tam położnych, bardzo się to wyróżniało - Kiedy miała dyżur robiło mi się jeszcze bardziej żal moich kruszynek...:(
To co jest takiego złego w tych Kraśnickich?? najgorsze są braki wszelakie- materialne, kadrowe ,wyposażeniowe. Jak wspomniałam, porodówka noworodki niedawno remontowane- jakiś poziom przebywania zapewniają, ale niestety na salach bywa brudno, bo na salowych się oszczędza- w weekendy w ogóle nie przychodzą i sprzątanie spada na położne, po 15 tak samo- to jest nie do pomyślenia, żeby położna pracująca z pacjentami miała zajmować się myciem podłogi, czy sprzątaniem łazienek- co na to sanepid?? Podobnie ma się sprawa obsady położnych czy lekarzy na dyżurach. Na noworodkach - pięro2, gdzie jest bodajże 30 miejsc jest dwie położne, ginekolog po 15 jeden i na porodówkę i na patologię i na noworodki- czy na ginekologi dyżuruje drugi lekarza czy tej jedn jeszcze i tamten oddział ma ogarnąć , tego nie wiem. Czy żaden organ kontrolny nie widzi w twym systemie pracy niebezpieczeństwa?? Jak daleko można ciąć w ten sposób koszty? Przecież ludzie tak pracujący nie mogą zapewnić właściwej opieki.. Poza tym, takie przeciążenie pracowników jest pomyłkogenne. Podczas mojego pobytu po pierwszym porodzie na własnej skórze doświadczyłam kilu kuriozalnych i nie mogących nigdy mieć miejsca pomyłek. Całe szczęście dla mnie mam trochę rozeznanie w pewnych sprawach medycznych z racji wykształcenia i byłam w stanie zorientować się, że coś dzieje się nie tak. Strach pomyśleć, że mogłoby to trafić na nieświadoma tego pacjentkę. Przy drugim pobycie zauważyłam jednak pewna poprawę - widać że zmienili na bardziej bezpieczne pewne procedury- więcej weryfikacji się pojawia i wzajemnej kontroli personelu. Pomimo to odczuwalny jest brak personelu i na pewno odbija się to negatywnie na pacjentach- choćby przez fakt, że więcej spada na położnice. Cześć pacjentek to rozumie i bez potrzeby głowy położnym nie zawraca, bo jeśli jest się na siłach to po prostu robi się wokół siebie i dziecka wszystko. Ale to oczywiście zależy od czyjegoś nastawienia, bo jeśli pani ma takie wyobrażenie o pobycie w szpitalu jak w dobrym hotelu, czy prywatniej klinice (o serialowych wyobrażeniach nawet nie wspominając) to w tym szpitalu po prostu brutalną szkolę przejdzie niestety. Oczywiście że powinno być inaczej, ale nikt świadomy polskich realiów niczego lepszego się nie spodziewa. Na wyposażeniu pozamedycznym brak tam wszystkiego - ze sobą trzeba zabrać wszystko jak na kemping. Ubranie, ręczniki, sztućce, jedzenie - bo to szpitalne nie koniecznie musi smakować i jak dla matek karmiących nie koniecznie jest dostosowane już o ilości nie wspominając. Absolutnie wszystko dla dziecka- choć jeśli czegoś nie ma, to jakieś tam szmaty ( w dosłownym tego znaczeniu) znajdą. O wszelakich udogodni ech, typu laktator trzeba zapomnieć. Dlaczego więc byłam i jestem zadowolona? Bo rodząca dostaje tam życzliwość, serce i naprawdę przyjazne warunki do porodu. Stosunkowo mało ingerencji i manipulacji w trakcie jego przebiegu - jeśli oczywiście nie dzieje się nic niepokojącego. A to są rzeczy na prawdę ważne dla kobiety rodzącej, a jeśli poród odbywa się fizjologicznie i bez żadnych komplikacji to chyba najważniejsze. Myślę, ze gdyby sytuacja finansowa się poprawiła bądź zmieniła polityka wewnętrzna i zwiększono by ilości kadrowe to sytuacja tam zrobiła by się o wiele przyjaźniejsza nawet dla bardziej wymagających pacjentek - mimo niedostatków materialnych.

~rosanna
2/5

Rodziłam tu 16 lat temu, to dawno, ale jak widzę nic się nie zmieniło. Poród jak poród, ból i strach w środku nocy, w sandałach pełno płynu owodniowego, bo nagle pękł pęcherz, dobrze że z mężem. Przyjmował mnie lekarz na dyżurze, mój opłacony i wyrwany ze snu już jechał. Rodziłam od 24.00 do 9,15, mój lekarz w trakcie musiał udać się na ważne spotkanie, akurat w momencie, gdy córka zaklinowała się barkiem i nijak nie chciała wyjść. Słyszałam na ktg jej zwalniające bicie serca. Uratował ją lekarz dyżurny, który rzucił mi się na brzuch i siłą wypchnął, bo za późno było na cesarkę. Opieka po porodzie żadna i ta znieczulica i jakaś pogarda nie wiadomo czemu. Drugie dziecko, syna, rodziłam 7 lat temu na Jaczewskiego, nie opłacałam lekarza, poród przyjęła położna z dyżuru, wszystko poszło spokojnie w ciągu 3,5 godziny, z bólem a jakże, ale nie tak, jak na Kraśnickich. Sala dla matek większa, komfort żaden ale jakoś fajniej, może lepsze te pielęgniarki i matki razem się trzymają. Mam lepsze wspomnienia z tej kliniki. Radzę wszystkim rodzić na Jaczewskiego.

~łysy z okolic
1/5

Czekam na zabieg 5h , A Oni nadal mówią, że wszystko jest w najlepszym porządku!!! Nie dość, że człowiek "głodny jak wilk" to jeszcze straszna duchota i smród!!

~moniska88
5/5

Witam,ja całą ciążę chodziłam do lekarza który pracuje w szpitalu,super podejście do pacjentki,odpowiada rzeczowo na kazde pytanie,przyjął mnie na oddział dzień przzed terminem bo dziecko było duże,zrobił mi sam cesarkę i codziennie przychodził pytał czy wszystko ok,położne bardzo serdeczne i mega pomocne,atmosfera jak w domu.Polecam wszystkim,cieszę się że trafiłam na niego.Pozdrawiam

~TADSZ
1/5

To nie szpital, lecz hospicjum.
Odradzam z całego serca każdemu – jeśli Wam zdrowie i życie miłe…
Niestety, chcę opisać historię mojego Dziadzia, która jest tragiczna i która niestety tragicznie się kończy.
W styczniu 2016r. Dziadzio zachorował na zapalenie płuc.
Miał 83 lata, od kilku lat chorował na Alzheimera, jednak był przykładem tego, jak cierpiąc, pozostawać człowiekiem – pogodnym, serdecznym i po prostu dobrym. Rok wcześniej Dziadzio także chorował na zapalenie płuc, także trafił do szpitala, jednak okazano mu należytą pomoc i po 8 dniach wrócił zdrów do domu. Sądziłam i wierzyłam szczerze, że tak będzie i tym razem. Ale niestety tak się nie stało. Dziadzio trafił na Oddział Alergologii i Zapalenia Płuc a jego doktor prowadzącą została dr Iwona Królik.
Niestety, w porównaniu z zeszłorocznym zapaleniem płuc Dziadzia, miałam rażące zestawienie i porównanie jak opieka nad starszą osobą powinna wyglądać i jak wyglądała – a raczej jak wyglądać nie powinna. Odnosiło się nieoparte wrażenie, że pani Królik z góry zdecydowała, że Dziadzio jest już za stary (83 lata), do tego Alzheimer – i że jakoby z góry założyła...że pomagać mu „już nie warto“. Czy to jednak nam przystoi o tym decydować ?
Nie chcę być gołosłowna – toteż opiszę w szczegółach leczenie Dziadzia, a raczej jego brak. Ww. pani nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania stanem pacjentów, w (rzadkim przypadku) rozmowy z nią okazywała się arogancka i wyraźnie niezaznajomiona z historią choroby pacjenta i jego obecnym stanem. Nigdy jej na oddziale nie było albo weźmy w cudzysłów "nie było" na oddziale, bo tak naprawdę była, tylko wyraźnie i odczuwalnie nie chciało jej sie rozmawiać z zaniepokojonymi rodzinami swoich pacjentów, a pielęgniarki miały zapowiedziane z góry, ażeby mowić, że jakoby jej nie ma. Jeżeli pacjentowi juz jakimś nadprzyrodzonym cudem udawało sie ją złapać (np. kiedy szła z gabinetu do WC) - zbywała zainteresowanego za każdym razem "nie mam czasu", "spieszę sie", "muszę juz szybciutko iść na konsultacje". Sama byłam świadkiem, kiedy moja mama– dzwoniła do niej, dopytać się o stan pacienta – pielęgniarka powiedziała mamie, że „pani doktor już nie ma, wyszła do domu“, choć 20 sekund wcześniej ja sama spotkałam ją twarzą w twarz na korytarzu!
Tak naprawde odnosiło się nieodparte wrażenie, że to wszystko – pacjenci, ich ból, cierpienie i choroby panią doktor absolutnie nie interesują i jest tu, bo musi, bo każdy ma rachunki do zapłacenia. Bowiem powołanie wypaliło się w niej bezpowrotnie dawno, dawno temu i pozostały z niego jedynie zgliszcza i popiół. Nie interesowali ja pacjenci, nie interesowało ją ich leczenie, czy choćby ulżenie w bólu.
Niestety do niezainteresowanej leczeniem pani doktor, dochodzą zaniedbania proceduralne i organizacyjne. Dziadzio schudł w trakcie "leczenia" ponad 10kg, bo zwyczajnie nikogo w tym szpitalu nie obchodziło, ze to jest człowiek chory, niedomagający, nie w pełni samodzielny i wymagający opieki. Czy to jednak dyskwalifikuje go jako człowieka? CJak już wspomniałam, Dziadzio był już osobą nie samodzielną i wymagał opieki i pomocy – także w nakarmieniu. Tymczasem mam ogromny żal do pań pielęgniarek – które widząc to i zdając sobie z tego sprawę – także sprawę “przeoczyły”. Dziadziowi podawane było na stół jedzenie, którego nikt już widać nie miał czasu mu pomóc podać, po czym po jakiejś godzinie było zabierane i nikogo nie dziwiło, że pacjent ani na śniadanie, ani na obiad, ani na kolację nic nie je?? Jedzenie było stawiane i zabierane.

Czy to jednak powinno być tak, ze córka badz wnuczka, musza sobie brać urlop z pracy i jechać ponad 5h do Lublina, zeby zająć sie pacjentem, bo w szpitalu, nie ma kto sie nim zająć???? Nie ma kto go nakarmić??? I jest skazany na głodowanie???
(jedzenie)
Ujrzawszy to, zainterweniowaliśmy i z początku zatem Dziadziem opiekowała sie jego stała opiekunka, niestety wkrótce zachorowała (bo wszechobecne bakterie,zarazki). Przyjechałam zatem ja, opiekować sie Dziadziem, ale także miałam egzaminy na uczelni i musiałam wracać. Przyjechała zatem mama (ponad 5h jazdy samochodem!) bowiem, z tego, co zobaczyłam w tym szpitalu, i tego totalnego chaosu, bałaganu i obojętności, wiedziałam, że nie można zostawiać Dziadzia samego. Mama czuwała nad Dziadziem od 7:00 do 22:00, codziennie. Karmiła go, pomagała odkrztuszać. Czy to jednak oddając osobę chorą i w podeszłym wieku do szpitala nie powinniśmy mieć pewności, że będzie ona tam bezpieczna i otoczona opieką?? Niestety prawda jest taka, ze los człowieka starego i chorego – mało kogo obchodził a priorytet pomocy przesunięty był wyraźnie w stronę „lekkich przypadków, którym szybko można pomóc“. Niestety, nawet już po naszym przyjeździe i stałej obecności – stołówka szpitala nie była w stanie zagwarantować choremu niczego więcej jak zupki-wody ze zmiksowanych ziemniaków, praktycznie bez jakichkolwiek właściwości odżywczych. (Dziadzio nie mógł bowiem nosić protezy i musiał mieć zmiksowane jedzenie). Pozostaje powtórzyć i wytknąć raz jeszcze – brak rozwiązań proceduralnych i organizacyjnych. Niestety, ale zupką-wodą pacjent ma wątpliwe szanse na nabranie siły, energii i powrót do zdrowia.
Odnosiło się nieodparte wrażenie, że: pani doktor pomagać się nie chce, bo pacjent „stary, schorowany i już wysilać się nie warto“ a jeszcze i rodzina „za upierdliwa“, „za bardzo się martwiąca“, a dla pielęgniarek był to przypadek męczący, wymagający ciągłej pomocy, czujności i interwencji i też za trudny. Frustracja personelu miała zatem swoje ujście. Dziadzio w gorączce ponad 40*, był wieziony na łóżku na (wyproszone) badanie – pani go wioząca wjechała zaś całą siłą i impetem owym łóżkiem z Dziadziem w windę. W stalowej windzie pojawiło się ogromne wgniecenie, które pewnie jest tam do tej pory - z takim impetem wjechano z chorym, starym człowiekiem, w 40-stopniowej gorączce, w windę. Nie mieści się to w głowie, a na samo wspomnienie robi mi się niedobrze i ściska za serce – że tak można potraktować starszego, schorowanego nic-nikomu-niewinnego człowieka.
Mama, niestety, musiała na 1 dn wrócić do domu, aby przedłużyć sobie urlop. I wlaśnie wtedy, w ten 1 dzień, los mojego Dziadzia został przesądzony. Przedawkowano, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, mu kroplówki. Ktoś nie dopilnował. Dziadziowi zawodnilo całe płuca. I przez kolejne dni, jedynie juz konał w mękach. Niewiarygodnych mękach, na których samo wspomnienie płaczę. Płaczę pisząc to, bo ten wspaniały Człowiek, który był zawsze dla wszystkich dobry i uśmiechnięty; Człowiek – przez duże „Cz“, jakich już coraz mniej w XXI wieku, nie zasłużył na tak straszną i tak bolesną śmierć.

Misją szpitala jest: "Warto służyć każdemu człowiekowi i dla każdego warto się poświęcić”. Czy aby na pewno?

Inne usługi z kategorii Szpitale położnicze